
Z przygodami, nie bez trudu na tę wyspę dojechałem
„To początek jest przyjaźni” od pilota usłyszałem.
I to prawda, bo Luigi choć wyglądał jak mafiozo
Gdy się spruliśmy na plaży, okazał się całkiem wporzo.
I tylko voodoo! (VooDoo) We łbie moim mąci!
Tylko voodoo! (VooDoo) Choć kiczem to trąci!
Tylko voodoo! Krew, kości, kapłanki na plaży
Laski tańczą jak w seks klubie, lecz łatwo się sparzyć!
Jeep należał do hotelu, lecz zmieniłem go w kosiarkę
Przemieliłem nim pół dżungli, tak sprawdziłem znaną markę
Potem poszedł dis od laski, załatwiła mnie papugą
Anton kucharz ze Specnazu, jest cizi ofiarą drugą!
I tylko voodoo! (VooDoo) We łbie moim mąci!
Tylko voodoo! (VooDoo) Choć kiczem to trąci!
Tylko voodoo! Krew, kości, kapłanki na plaży
Laski tańczą jak w seks klubie, lecz łatwo się sparzyć!
Chlanie to już część roboty, tak ładuję się w kłopoty
Bo Luigi choć na kacu, wciąż zajmuje się swą pracą
I tak wrabia mnie w turystów, tych dla których hotel wszystko
Zrobi, ogarnie, poleci, Nawet im wychowa dzieci!
I tylko voodoo! (VooDoo) We łbie moim mąci!
Tylko voodoo! (VooDoo) Choć kiczem to trąci!
Tylko voodoo! Krew, kości, kapłanki na plaży
Laski tańczą jak w seks klubie, lecz łatwo się sparzyć!
Sny już miewam pojebane, z tortem, krwią i pożegnaniem
Budzę się i „co jest grane?”, Coś nie tak jest z moim stanem
Czas najwyższy, Ćwiek psubracie, w plecak zapakować gacie
I zawijać się z Banoi, nim cię Truposz jakiś zgnoi!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz