Typowy bandzior najchętniej napada na słabszych. Liczy, że wystraszona ofiara łatwo się podda. Bywa jednak, że pomyli się w swojej ocenie i myśliwy staje się ofiarą. Taki błąd może być wyjątkowo bolesny. Przekonał się o tym niejaki Anthony Miranda, młody recydywista z Chicago. Sprawę opisał miejscowy dziennik "Sun-Times".Anthony Miranda od zawsze był na bakier z prawem. Jego chlebem powszednim były kradzieże. Wielokrotnie zatrzymywany, ma też na koncie kilka wyroków skazujących, w tym jeden za włamanie do mieszkania. To oczywiście nie to samo, co bezpośredni kontakt z ofiarą podczas zwykłego, ulicznego rozboju.
24-latek był jednak pewien swoich sił, gdy postanowił zaatakować mężczyznę, siedzącego w zaparkowanym przy ulicy samochodzie. Szczególnie, że miał przy sobie spluwę!
Rozbujanym krokiem podszedł do auta i poprosił kierowcę o zapalniczkę. - Nie palę - usłyszał odpowiedź. Miranda wyciągnął wtedy broń i mierząc do swojej ofiary, zażądał portfela, telefonu i kluczyków do auta.
Biorąc pod uwagę okoliczności, kierowca był wyjątkowo spokojny. 24-latek był chyba zbyt nabuzowany adrenaliną, a może również czymś więcej, by zorientować się, że ten spokój nie wróży nic dobrego. Mężczyzna powiedział, że nie ma portfela i sięgnął po 30 dolarów, które trzymał w zagłębieniu na kubek. To nie zadowoliło bandyty. - Wysiadaj z wozu - krzyknął. Jak się potem okazało - to był jego kolejny błąd.
Prawdopodobnie Miranda do tej pory zastanawia się, jakim cudem jego ofiara zdołała go z taką szybkością chwycić za rękę i powalić na ziemię. Zupełnie niezrozumiała dla niego była także prędkość, z jaką na jego głowę spadały kolejne ciosy.
W takich sytuacjach mówi się, że ktoś "nawet nie zdążył kiwnąć palcem". Miranda zdołał. A konkretniej pociągnął za spust broni, którą wciąż zaciskał w dłoni. Pechowo dla niego lufa skierowana była akurat w jego własną kostkę.
Napadnięty mężczyzna przygwoździł bandytę do ziemi i skutecznie go unieruchomił. 24-latek mógł już tylko bezradnie czekać na przyjazd policji, zastanawiając się, czy bardziej go boli przestrzelona noga, czy puchnąca w zastraszającym tempie twarz.
Mundurowi, którzy przyjechali na miejsce, wezwali karetkę. Miranda trafił do szpitala, a potem do aresztu, gdzie jego obitą fizys uwieczniono na policyjnym zdjęciu. Został oskarżony o rozbój z bronią w ręku.
Dopiero wówczas 24-latek dowiedział się, że próbował obrabować mistrza mieszanych sztuk walki (MMA), mającego za sobą również solidne, wojskowe wyszkolenie.
Wymieniony tylko z imienia mężczyzna opowiadał później dziennikarzom przebieg zdarzenia. - W pewnej chwili myślałem, że dostanę kulkę, ale udało mi się. Gdy powaliłem go na ziemię, nie chciał się poddać. A potem błagał mnie, bym go puścił. Krzyczał, że ma małe dziecko - powiedział Justin. Dodał, że nie bał się napastnika, ale nie uważa się za bohatera. - To kwestia wyszkolenia - podsumował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz