"Kompetentny lekarz wie, że tak się nie robi"Ekspert medyczny zeznający w procesie dr Conrada Murray'a, osobistego lekarza Michaela Jacksona, oświadczył, że popełniane przez Murray'a ustawiczne i jaskrawe naruszenia zasad opieki, spowodowały śmierć piosenkarza. Murray oskarżony jest o nieumyślne spowodowanie śmierci Jacksona. Nie przyznaje się do winy.
Dr Steven Shafer powiedział członkom ławy przysięgłych, że do śmierci Jacksona przyczyniły się takie czynniki jak brak właściwego sprzętu medycznego, brak dokumentacji medycznej oraz niewłaściwe stosunki między lekarzem i pacjentem.
Dodał, że Murray postępował raczej jak pracownik Jacksona a nie jako jego lekarz, który powinien odrzucić żądania artysty podania mu silnego leku znieczulającego propofolu jako środka nasennego.
"Zgadzanie się to nie jest postępowanie lekarza. Kompetentny lekarz wie, że tak się nie robi" - powiedział Shafer, profesor medycyny na uniwersytecie Columbia. Zaprezentował on ławie przysięgłych nagranie wideo, w którym wymieniono zasady bezpieczeństwa, jakich należy przestrzegać przy stosowaniu propofolu i jakich nie przestrzegał Murray podając ten lek Jacksonowi.
"W przypadku Jacksona, żadne zabezpieczenia nie były stosowane" - powiedział Shafer. Skrytykował on też fakt, że Murray bezpośrednio przed zgonem piosenkarza nie monitorował jego stanu i rozmawiał przez telefon komórkowy.
Dodał, że wszystko wskazuje na to, że Murray zamierzał podawać, lub podawał, Jacksonowi duże dawki propofolu codziennie bowiem zakupił 130 ampułek zawierających po 100 ml tego środka. "To są niezwykle silne dawki, jeśli miałby być podawane jednej osobie" - powiedział biegły.
Ustalenia śledztwa wykazały, że Murray, który jest specjalistą kardiologiem, nie prowadził dokumentacji opieki nad Jacksonem i nie monitorował jego stanu zdrowia w dniu zgonu, czyli 25 czerwca 2009 r.
Shafer był ostatnim świadkiem oskarżenia w toczącym się procesie. W piątek mają zacząć zeznawać świadkowie obrony powołani przez adwokatów Murray'a.
"Kochałem Jacksona, był moim przyjacielem. Chciałem mu pomóc" - podkreślił Murray w zeznaniach, które złożył na policji 27 czerwca 2009 r., czyli dwa dni po śmierci Jacksona. Dodał, że próbował go odzwyczaić od leku: "Chciałem, by zasną w naturalny sposób". Wyjaśnił, że zmniejszył dawkę propofolu i zaczął podawać Jacksonowi inne środki uspokajające. Jednak w nocy z 24 na 25 czerwca 2009 r. piosenkarz, który przygotowywał się do występu w Londynie, nie mógł zasnąć. Seria koncertów miała na celu odbudowę kariery Jacksona, poważnie nadwerężonej w 2005 r. procesem o molestowanie seksualne dziecka, w którym go zresztą uniewinniono.
"Powiedział mi: Muszę zasnąć, bo mam próby. Będę musiał je odwołać, bo nie mogę funkcjonować, jeśli nie śpię" - relacjonował Murray.
Po zastosowaniu innych leków uspokajających, które nie poskutkowały, w końcu kardiolog podał Jacksonowi propofol. Po zastrzyku piosenkarz zasnął. "Podjąłem wszystkie środki ostrożności. (...) Potem poszedłem do toalety. Nie było mnie dwie minuty" - powiedział Murray. "Gdy wróciłem, byłem zdumiony, że już nie oddychał" - opowiadał lekarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz